Nie prowokuj mnie

listopad 30, 2008

Narkotyk

listopad 23, 2008

Narkotyk głupoty,
najpotworniejszy narkotyk głupoty.
jakże upokarzająca bezsilność wobec głupoty a z nią  zła.
Narkotyk dewocji, przesiąknięty kadzidłem
narkotyk fanatyzmu,
te lśniące oczy
rozszerzone przekonaniem
o posiadaniu jedynej prawdy,
wyłączności
Narkotyk władzy,
narkotyk kultu jednostki
opium tyranii
- okrutni narkomani
odurzeni boskością
Narkotyki chemii, narkomani destylacji,
alkoholizm, lekomania, uzależnienia,
te skrzywienia, perwersje, warius
Narkotyk seksu, ta kobieca używka:
Eros, Eros, Eros
i wszystkie jego odbicia
w krzywych zwierciadłach pożądania
Narkotyk nienawiści.
wrząca plazma nienawiści
niewidzialny laser
spalający wszystko,
wszystkich:
nienawidzącego
i jego ofiarę,
spalający siebie
Narkomani zła,
chore bestie zła,
nienasycone gnomy
pożerające piękno
jak ciemność pochłania
dopalający się ogień,
ta wieczna fala mroku
goniąca uciekające słońce:
ciemne, zacięte twarze narkomanów zła,
wąskie przymrużone oczy,
zaciśnięte usta,
przewrotne myśli
Bezsenni narkomani odwetu,
zemsty,
zastawiacze pułapek,
o których nie pamiętają,
ustawiacze setek, tysięcy zapadni,
w które sami wpadają
Najkrócej działający narkotyk kłamstwa,
najpowszechniejszy,
niedoskonała proteza
najgorszej prawdy,
narkotyk przezroczysty jak tlen,
dostępny jak tlen,
jak tlen niezniszczalny
Narkotyk chciwości:
więcej, więcej, więcej,
narkomani o wspólnym nazwisku; ” Daj! “
uleczani przez śmierć

Lecz także najpiękniejszy narkotyk miłości.
Narkotyk śmierci
- ochładzający gorączkę życia,
chłodny i lśniący jak szron
I narkotyk druku,
pisania.
Narkotyk ksiąg,
silniejszy od miłości,
najwierniejszy,
dozgonny,
nieszkodliwy narkotyk liter.
Narkotyk rozmów,
gadania,
które zatrzymuje czas,
natchnieni narkomani gadulstwa
Narkotyk poznania,
niebezpieczny i obosieczny
narkotyk poznania,
nienasyceni narkomani szukania,
roztrząsania
i docierania do sedna.
które rozczarowuje.
Narkotyk pracy,
pozwalający zapomnieć narkotyk pracy,
narkomanie pracy i roboty,
usypiającej monotonii
i zabijającej wrażliwości harówy,
radosny narkotyk tworzenia
i wariacki narkotyk
przemieszczania bez celu materii

I narkotyk narkotyków - życie,
i narkomani życia - my wszyscy,
i wszystkie narkomanie
Narkotyk nienazwany
i posiadający wszystkie nazwy,
niewidzialny i będący wszędzie,
obecny i poszukiwany,
za darmo,
kosztujący za dużo,
nie wiadomo, co to,
tu i tam,
obok,
tam gdzie nas nie ma
i gdzie jesteśmy,
i poezja,
i brak poezji,
religia i pogaństwo,
obłęd,
głód i przesyt,
ucieczki,
i powroty,
i znów być tam,
samobójstwa,
walka i pokój,
napięte sytuacje,
bezruch.
po prostu dzień i noc,
tęsknota,
wyłączenie się,
nagle i nieoczekiwane wyłączenie.
radość,
smutek.
pogonie,
perpetuum mobile światła
bez którego wszechświat byłby tylko bagnem
bez początku i końca,
jeden jedyny świetlik tylko przez sekund
w całej wieczności,
ciemności,
czerni,
mroku
Narkotyk życia,
które łapiemy w garść,
a kiedy rozwieramy palce
nie ma tam nic
jak by było wodą,
którą chcieliśmy zatrzymać i mieć,
tarcie,
łoskot kamiennej lawiny
będący muzyką Boga
i uporządkowany
ludzki hałas muzyki,
geniusz Pendereckiego,
słuch absolutny
Korodujący narkotyk życia,
rdza pracująca cicho jak światło.
A więc potem śmierć,
narkotyk śmierci
narkotyk śmierci,
o którym nic nie wiem,
narkomani śmierci nic nie mówią,
strzegą zazdrośnie tajemnicy,
więc chyba także jest coś wart.
I wszystkie inne narkotyki
z tego wiersza
i spoza niego - życie!

Jan Rybowicz

Anna Mirosława Nowak – Miłość

październik 16, 2007

Dobry wieczór tej
która zjawia się
jak wiatru powiew
lub nawałnicadobry wieczór
plątaninie godzin bezsenności
łapczywych oddechów
silnych ramion
i spragnionych warg

porażeni prądem
mitycznych słów
płyniemy aż po świt
by w niewoli
porannej mgły
myśleć o nocy
gdy miłość
graweruje nasze ciała
kroplami potu

Trafiłem na niezwykły tomik wierszy “Studnia czasu”, który był przeznaczony na rozpałkę :) (na ogrodzie) I tak mnie zachwycił, że pewnie nie jeden wiersz, niejeden erotyk tu przepiszę… A kiedyś zaśpiewam mojej Pani… z całym pięknem i kroplami potu :*

Na pożegnanie z moją Panią

wrzesień 10, 2007

Pani na zamkuJarosław Zieliński

Nie wiem już Izabello, pani ty moją
co więcej warte – zamek czy ty sama
Gdy wracam do niego na zimowe wieczory
utrudzony bojem, znużony intrygami dworu
Ogrzewasz mnie ciałem i duszą
Jak długowłosy spaniel
Towarzyszysz mi nieraz w polowaniach

Ale wiesz, Izabello, moja droga
Ten zamek, co mi dałaś wraz ze swym sercem
Piękny jest i tak duży, że można się w nim
zagubić, w zapomnianych korytarzach odgarnąć
pajęczny znad tajemnic sprzed wieków
Ten zamek nie mniej jest wart
niż twoje oczy złocistobrązowe

Nie wiem, Izabello, czy przeżylibyśmy razem
choć jeden dzień w samotnej chatce – gdzie
zrzuciłbym tam swoją zbroję?
A le ty – i ten zamek kochanie
Ratujecie mi zycie w każdej walce

Nie chcę jeszcze do nieba
gdy mam gdzie wrócić

Warszawa, 8 sierpnia 1998

Gdyby wszyscy mieli po cztery jabłka
gdyby wszyscy byli silni jak konie
gdyby wszyscy byli jednakowo bezbronni w miłości
gdyby każdy miał to samo nikt nikomu nie byłby potrzebnyDziękuję Ci że sprawiedliwość Twoja jest nierównością
to co mam i to czego nie mam
nawet to czego nie mam komu dać
zawsze jest komuś potrzebne
jest noc żeby był dzień
ciemno żeby świeciła gwiazda
jest ostatnie spotkanie i rozłąka pierwsza
modlimy się bo inni się nie modlą
wierzymy bo inni nie wierzą
umieramy za tych co nie chcą umierać
kochamy bo innym serce wychłodło
list przybliża bo inny oddala
nierówni potrzebują siebie
im najłatwiej zrozumieć że każdy jest dla wszystkich
i odczytywać całość

Julian Tuwim – Wszystko

wrzesień 4, 2007

Oddać ci wszystko: każdy sen i drgnienie,
Każdy nerw ciała, każdy ruch i krok!
Przeszłość — to tylko o tobie wspomnienie,
Przyszłość — to tylko twój najświętszy wzrok!

Oddać ci wszystko, każde pulsu tętno
I grosz ostatni, i ostatek sił,
Trwonić dla ciebie swą młodość namiętną
Znaczyć ci drogę — krwią serdeczną z żył!

Zaprzeć się! Bluźnić! Z Judaszem paktować!
Żwir na twej drodze w miękki piasek gryźć!
Natchnioną wiarą zakrzyczeć: “Ach prowadź!”
Gdy mi na własną zgubę każesz iść!

A potem — oddać ci ostatnie tchnienie
Skonać spokojnie, wiernie u twych nóg
I wstecz spojrzawszy wierzyć niewzruszenie,
Że tak — za Ciebiem tylko umrzeć mógł.

A hundred days had made me older
since the last time that I’ve saw your pretty face

A thousand lights had made me colder and I don’t think I can look at this the same

But all the miles had separate
They disappear now when I’m dreaming of your face

I’m here without you baby
but your still on my lonely mind
I think about you baby
and I dream about you all the time
I’m here without you baby
but your still with me in my dreams
And tonight it’s only you and me

The miles just keep rollin
as the people either way to say hello
I’ve heard this life is overrated
but I hope that it gets better as we go

I’m here without you baby
but your still on my lonely mind
I think about you baby
and I dream about you all the time
I’m here without you baby
but your still with me in my dreams
And tonight girl it’s only you and me

Everything I know,
and anywhere I go
it gets hard but it won’t take away my love
And when the last one falls,
when it’s all said and done
it get hard but it won’t take away my love

I’m here without you baby
but your still on my lonely mind
I think about you baby
and I dream about you all the time
I’m here without you baby
but your still with me in my dreams
And tonight girl it’s only you and me

Jest taka jedna cudna pani,
Jej twarz i koi mnie, i rani;
Z rzadkiego znam ją widywania,
Lecz będę kochał do skonania.

Każdym uśmiechem, ruchem, gestem,
Słowem rzuconym, szat szelestem
Przywodzi mnie do opętania:
Będę ją kochał do skonania.

Doznawszy czarów tych potęgi,
Jurysta spaliłby swe księgi;
Choć i mnie prawo jej zabrania,
Będę ją kochał do skonania.

Gdybym ją wszakże wziął w ramiona,
Czy boskość w niej ucieleśniona
Dozna uszczerbku lub skalania,
Gdy chcę ją kochać do skonania?

I gdybym nawet, powiem szczerze,
Wiecznie miał pozostawać w sferze
Moich próśb i jej odmawiania —
Byłbym ją kochał do skonania.

Gdy w sercu strzała utkwi drżąca,
Miłość nam świat spod stóp wytrąca;
Lecz niech i przepaść mnie pochłania,
Ja będę kochał do skonania.