Koncert Kolęd
styczeń 28, 2008
Skończył się czas świąteczny. Ciesze się, że w tym roku również mogliśmy wspólnie kolędować. Tym razem już w nieco innym, ale nadal stałym składzie. Osób było mało w kościele, ale wszystkim się bardzo podobało. Kolędy mają w sobie coś, zwłaszcza w przepięknej aranżacji D.
Samowygnanie z…?
październik 31, 2007
Wczoraj na “forum” zobaczyłem post D., który ostro pytał, czy zdezaktualizowany regulamin powinien jeszcze zostać, czy raczej trzeba przestarzały wątek usunąć. Z jakże “rozbudowanej” odpowiedzi można było wywnioskować, że absolwenci na “forum” głosu nie mają. Więc postanowiłem, że to ja będę tym studentem, który rzeczywiście zainteresuje się wątkiem. Tak też zrobiłem i spróbowałem to zrobić z najmniejszą złośliwością na jaką mnie stać. Napisałem tylko 5 pytań. Po co ten regulamin, czy ktoś prócz forum wie o nim, dlaczego tylko 1/5 zarejestrowanych osób przeczytało go, czy przypadkiem nie należy go zmienić no i na koniec… Oczywiście najpierw przeczytałem kolejny raz regulamin – znalazłem ciekawą rzecz – mianowicie był tam wpis o wybieraniu nowego Szefa. Jeżeli kandydat zyskuje 2/3 głosów rady, to może być mianowany na szefa. Zapytałem, więc czy nasz obecny kandydat był wybierany zgodnie z regulaminem. (tak prywatnie uważam, że świetny wybór szefa, ale skoro O. tak bardzo opiera się o reguły i prawo, które sam tworzy, więc walczmy według jego zasad).
Zgadnijcie co? Wracam za pół godziny do wątku – patrze i nie widzę już mojej odpowiedzi. Wpisu wraz z wytłumaczeniem usunięcia wypowiedzi i wskazaniem złamanego punktu regulaminu forum też nie było. Prywatnej wiadomości do mnie też nie. Zdenerwowałem się wtedy. Taka walka jest nie fair. O. zawsze mówi, że trzeba walczyć na argumenty, a nie polemizować, a sam zachował się bardzo nie po rycersku. Stwierdziłem, że mam dość tego. To jest po pierwsze brak szacunku dla mojej osoby – po prostu skasowano to co napisałem, nie dostałem odpowiedzi na swoje pytania, a cenzurę na “forum” nawet nie próbują ukrywać.
Powiedziałem dość, więc się pożegnałem. Stwierdziłem też, że chciałbym całkiem wymeldować się z forum, niestety wszystkich swoich wiadomości nie można usunąć, więc usunąłem wszystkie wątki przeze mnie pozakładane. W ogóle wstyd mi jest, że tam jeszcze można znaleźć jakieś moje wypowiedzi. Na koniec usunąłem konto. Wręcz miałem zamiar zrobić jakąś antyreklamę, czy to zakładając nowy wątek (co raczej byłoby i tak bez sensu) czy też jeszcze w jakiś bardziej szkodliwy sposób. Ale pomyślałem, że dam sobie spokój.
Dziś rano wchodzę na forum i nie wierzę własnym oczom – dostałem BANA za SABOTAŻOWANIE forum
!!! Tak, tak – czasy się zmieniają – ja po prostu spaliłem za sobą mosty, gdyż nie mam ochoty przebywać na takim forum, gdzie panuje cenzura.
Mieliśmy mały sabotaż na Forum, dlatego parę wątków zniknęło ale cóż, na dziecinne fimery i ludzką niedojrzałość nie wynaleziono lekarstwa. Osoby, które to zrobiły same usunęły się z Duszpasterstwa. W ich intencji “pod twoja obronę…” My działamy dalej
![]()
I w ten oto sposób zakończyła się moja 4letnia przygoda z tym Duszpasterstwem.
Teraz mam niezły dylemat – zgłosić radzie DA sprawę? Chodzić dalej do DA, pomimo “samousunięcia się z DA”? W ogóle przestać odwiedzać to DA? Nie mam nic do Duszpasterstwa, ani do ludzi którzy tam chodzą – ba, ja ich bardzo lubię, tylko że jeśli mam słuchać kazania o sabotażystach i szatanie, który wprowadza zamieszanie na forum i w DA, z ust tego, który na rzeczowy argumenty odpowiada siłą? Muszę to przemyśleć.
Wrzesień…
wrzesień 10, 2007
Nigdy nie spodziewałem się takiego początku jesieni. Załatwialiśmy z Izą “mieszkanie zastępcze” dla chłopaków, zanim Sajmon znajdzie lokum. Z mojej strony wyglądało OK, gdzyż zapytałem Ją i resztę współlokatorek czy mogą mieszkać tam oni i otrzymałem zgodę. Niestety nie przejąłem się tym, że Iza początkowo powiedziała właścicielom, że we wrześniu nikt tam nie będzie mieszkał. Było to duże niedopatrzenia, a bardziej właściwym słowem będzie zaniedbanie. Niestety jeszcze nie nauczyłem się dbać o takie ważne “szczegóły”… Człowiek chyba przez całe życie uczy się być odpowiedzialnym. I tu się zaczęła historia.
być (z) mężczyzną
maj 11, 2007
no i wybraliśmy się posłuchać małżeństwa z doświadczeniem…
Najważniejsze oczywiście w dążeniu do odkrycia swej męskości jest bycie odpowiedzialnym. I tu chodzi o taką postawę, gdzie nie tylko wiemy co robimy, a jeszcze jesteśmy gotowi podjąć decyzję i ponieść konsekwencje… To się przewijało już we wszystkich innych dotychczas słuchanych konferencjach, ale dziś pojawiło się też to, że należy ową postawę kształtować już dziś i przez całe życie. Dlatego, że to powinien być nie jednorazowy wybór, lecz postawa – wobec siebie, wobec Niej, wobec całego świata. W przyszłości także odpowiedzialność w tym, czego sobie odmawiam dla wspólnego dobra – i tu jest wpisany Krzyż. Może nie tyle cierpienie i męka, co przynoszenie ofiary. Bardzo celną uwagą było, to że mężczyzna mimo zmian społeczeństwie i pogmatwania jego roli i zadania nadal powinien pozostać odpowiedzialny, nadal powinien brać władzę w swoje ręce i nieść służbę, służbę miłości.
Kolejnym aspektem było pamiętanie o tym, że człowiek jest ważniejszy od pracy, od rzeczy materialnych. Myślę , że obecnie mnie to dotyczy w minimalnym stopniu
To wszystko jest także silnie powiązane z wyrobieniem autorytetu. Jest to proces długotrwały i tylko słowność, obowiązkowość oraz odpowiedzialność potrafią ją zbudować.
A na koniec zapamiętałem to, że działa ta machina w ten sposób, że mężczyzna daje siebie kobiecie i oczekuje reakcji… Ona, jeśli przyjmie Jego, odpowiada na ten dar, dając mu siebie, na co liczy mężczyzna. I właśnie w tej “transakcji” mężczyzna powinien wykazać się odpowiedzialnością i siłą woli, aby uszanować ten Dar. I aby każdego dnia, każdej chwili być strażnikiem “transakcji”, aby one trwały i trwały.
Mam nadzieję, że znajdzie J. czas na sobotę, na warsztaty
:D:D
konflikty…
maj 1, 2007
Beznadziejnie się czułem dziś w czasie kazania. Nie mam nic osobiście do Ojca, bardzo go szanuje i nawet lubię, jak czasami zwraca nasz wzrok we właściwą stronę, na swój sposób prostuje nas – ukieronkiewywuje. Stwierdziłem chyba, że za duże mu stawiałem wymagania i za bardzo winiłem Jego w niepowodzeniach, zapominając o tym, że dopiero się uczy i że wiele zależy nie od Niego, tylko od wszystkich studentów. No i mam nadzieję, że z moim nerwowym usposobieniem i długim językiem nie zadałem mu żadnej przykrości…
A gdzie leży sedno problemu nie wiem sam – napewno musimy porozmawiać. Już mu napisałem maila z prośbą o rozmowę. Będę prosić wszystkich o modlitwę i Ducha Świętego na ten czas.
droga krzyżowa ulicami miasta
luty 23, 2007
Dziś byłem na drodze krzyżowej. Pierwszej od bardzo dawna – w tamtym roku wtedy cały czas pracowałem i nawet nie mogłem uczestniczyć… Fajne były przemyślenia, chyba najbardziej do mnie trafiło to, że jest niemożliwym niesienie swego krzyża po zdjęciu z niego Jezusa. Wtedy to się staje nie do zniesienia. Tak właśnie u mnie się stało i chyba dzieje… Już od tygodnia chce pójść do spowiedzi. Może nie jest jeszcze to takie szczere pragnienie serca, ale wiem że muszę… no i szatan mi jakoś nie pozwala… To odwlekałem, że po zapisach, że po wszystkim, teraz będę odwlekać, bo Marta przyjechała kupić laptopa. Tęsknię nawet trochę za tym. Chciałbym być już znowu czysty i w łasce… Aby nie stać w miejscu, aby iść. Dobranoc!