Straszny sen

lipiec 15, 2008

Dziś w nocy miałem straszny sen… Bardzo straszny. Oszukuje siebie czasam, że mi wcale nie zależy i że kocham tak, że byłbym w stanie zaakceptować osoby, które byłyby w stanie bardziej zapewnić szczęście mojej ukochanej. I tutaj wymieszała się teraźniejszość z przeszłością, a ja byłem wobec tego bezradny. Ba nawet sam to sprowokowałem swoimi “zasadami”. Jak przeczytałem w miesięczniku o budowaniu relacji i o tym, że warto jest mieć bliskich przyjaciół, to ucieszyłem się. Mam takich przyjaciół, może nie aż w takim stopniu, jakim bym chciał, ale mam. Iza też. Ale w moim śnie… Czułem się bezradny, nie chciałem niszczyć przyjacielskich stosunków i widziałem, że się przeradzają w coś więcej, a nic nie mogłem z tym zrobić… Tylko odejść.

Ale było to straszne… dobre cechy poprzedniego chłopaka mojej poprzedniej dziewczyny, plus dobre cechy dovrego kolegi obecnej dziewczyny polaczyly sie w jednej osobie. I już z góry wiedziałem, że jestem przegrany… Załamany. A to wszystko w dodatku przy dobrej minie do złej gry mojej dziewczyny. Wiem, że to tylko sen… ale wiem, że nadal nie umiem sobie poradzić z docenianiem siebie, z dzieleniem się uczuciami, z byciu prawdziwym…

Może jeszcze pojaśnieją moje oczy…