Kanapki

styczeń 11, 2008

Dziś rano odprowadziłem I. na pociąg… I pisząc rano mam na myśli takie rzeczywiste rano, takie rano przy którym zakonnicy zbierają się w kościele na modlitwach porannych wezwaniu i jutrzni. Nawet jej zrobiłem kanapki. Z dwóch powodów, ale to nie jest ważne…

I dziś moja próżność została połechtana przez osobę trzecią, która wyraziła podziw dla mojej osoby i dla mojego poświęcenia. Ale taki już jestem – gotów zrobić czasami rzeczy niemożliwe dla kochanej osoby i wcale nie czuje się z tym źle, zwłaszcza że to pragnienie wypływa z mojego serca, a nie z niszczącego poczucia zobowiązania (nie piszę celowo obowiązku, gdyż nie należy mylić te pojęcia, chociaż je dzieli mała, aczkolwiek bardzo istotna granica.)!

A co zrobiłem? W sumie nic, tylko kanapki i wstałem rano o niechrześcijańskiej porze. Ale bardzo się cieszę… zwłaszcza dlatego , że widziałem Izę szczęśliwą w tramwaju… i w pociągu. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł pomóc jej dowartościować się i “inaczej” prowadzić życie! A zrobienie kanapek to żadna sztuka, mam nadzieję, że Jej smakowały!

2 Responses to “Kanapki”

  1. ja Says:

    czasami mysle ze mnie juz tak nikt nie pokocha:P

  2. takiktosik Says:

    E tam :P tylko kanapki :) A Ciebie… możesz pokochać Ty sama :P no nie?


Leave a Reply