We Wrocławiu odbył się Blog Festiwal i miałem przyjemność poczytać o nim w gazecie e-lama. Twierdzą, że blog to coś więcej niż pamiętnik -  to Twój wizerunek w sieci. Zgadzam się z tym, zwłaszcza w momentach kiedy Twój blog zaczyna być popularny. Wtedy przeważnie człowiek przestaje być sobą, a próbuje kreować nowe własne JA, czy to na podstawie oczekiwań czytelników bloga, czy to na podstawie własnych ideałów do których dąży… ale ma świadomość, że nigdy nie osiągnie.

Powiem szczerze, że ja też nie zawsze piszę o wszystkim o czym mógłbym napisać. Nie zawsze potrafię aż tak “uzewnętrznić się”. Raczej jestem zamknięty w sobie i jak już otwieram komuś okienko do siebie, to jest takie malutkie bardzo, ale tak naprawdę, to gówno widać przez nie. Czasami otwieram kolejne większe, a potem jeszcze większe – ale nikomu nie otworzyłem tego największego okna – chyba czasami nawet sobie, nawet ja boję się w nie spojrzeć, zaufać sobie.

Moj blog to ani pamiętnik – nie zapisuje tu wszystkiego i napewno to nie jest na sto procent ekshibicjonizm, ani moim własnym wizerunkiem – moge być sobą z moimi zachciankami. Czasami się mi nie chce, czasami jest zbyt dużo do opisania, czasami jestem zmęczony. No i nic na siłę. Ale zgadzam sie z tym, że blog to potęga i pozdrawiam wszystkich pisarzy :)

Sztuczki

listopad 15, 2007

Sztuczki Poszliśmy dzisiaj do kina, a właściwie do teatru. Miała być komedia “Mayday” – podobna jedna z lepszych grana od dziesięciu lat – a tu spełnił się najczarniejszy scenariusz. Zabrakło biletów. Nie było ani tych najtańszych, ani tych najdroższych. Zdecydowaliśmy zatem iść do kina. Wybór padł na ten film, aczkolwiek I. ostrzegała przed polskim kinem. I rzeczywiście – szliśmy z nadzieją na łatwiejszą komedię, a tu samo życie, i jeszcze takie uzależnione od losu i takie trochę w beznadziei…

Najgorsze jest to, że wcale treść filmu nie zgadzała się z opisem, dialogi wcale nie zapadły w pamięć, a niektóre były “sztuczne”, łzy szczęścia, ani wzruszenia nie wyszły nikomu na wierzch, a wręcz śmiechy ironii panowały na sali. Zwłaszcza w momentach, jak zawieszała się akcja… której właściwie nie było. Chłopczyk biega z żołnierzykami, chłopak z samochodami i motorem, siostra ze szklankami i podręcznikiem. Żadnych ogromnych wzruszeń, przełomów. Jedyny plus muzyka. Dziewczyny narzekały, a mi tam się nawet podobała.

No i tak dwie nauczki na przyszłość – jak się jest nastawionym na komedię, to idzie się na komedię, nawet na najgłupszą i warto jednak korzystać z rezerwacji biletów teatralnych. Bardzo żałuje zwłaszcza, że nie byłem we Wrocławiu jeszcze na żadnej sztuce. Aha… trzeba będzie skorzystać z 15% rabatu w PizzaHut :D

Dziś mija 7 miesięcy – tylko tyle i aż tyle.