Samowygnanie z…?
październik 31, 2007
Wczoraj na “forum” zobaczyłem post D., który ostro pytał, czy zdezaktualizowany regulamin powinien jeszcze zostać, czy raczej trzeba przestarzały wątek usunąć. Z jakże “rozbudowanej” odpowiedzi można było wywnioskować, że absolwenci na “forum” głosu nie mają. Więc postanowiłem, że to ja będę tym studentem, który rzeczywiście zainteresuje się wątkiem. Tak też zrobiłem i spróbowałem to zrobić z najmniejszą złośliwością na jaką mnie stać. Napisałem tylko 5 pytań. Po co ten regulamin, czy ktoś prócz forum wie o nim, dlaczego tylko 1/5 zarejestrowanych osób przeczytało go, czy przypadkiem nie należy go zmienić no i na koniec… Oczywiście najpierw przeczytałem kolejny raz regulamin – znalazłem ciekawą rzecz – mianowicie był tam wpis o wybieraniu nowego Szefa. Jeżeli kandydat zyskuje 2/3 głosów rady, to może być mianowany na szefa. Zapytałem, więc czy nasz obecny kandydat był wybierany zgodnie z regulaminem. (tak prywatnie uważam, że świetny wybór szefa, ale skoro O. tak bardzo opiera się o reguły i prawo, które sam tworzy, więc walczmy według jego zasad).
Zgadnijcie co? Wracam za pół godziny do wątku – patrze i nie widzę już mojej odpowiedzi. Wpisu wraz z wytłumaczeniem usunięcia wypowiedzi i wskazaniem złamanego punktu regulaminu forum też nie było. Prywatnej wiadomości do mnie też nie. Zdenerwowałem się wtedy. Taka walka jest nie fair. O. zawsze mówi, że trzeba walczyć na argumenty, a nie polemizować, a sam zachował się bardzo nie po rycersku. Stwierdziłem, że mam dość tego. To jest po pierwsze brak szacunku dla mojej osoby – po prostu skasowano to co napisałem, nie dostałem odpowiedzi na swoje pytania, a cenzurę na “forum” nawet nie próbują ukrywać.
Powiedziałem dość, więc się pożegnałem. Stwierdziłem też, że chciałbym całkiem wymeldować się z forum, niestety wszystkich swoich wiadomości nie można usunąć, więc usunąłem wszystkie wątki przeze mnie pozakładane. W ogóle wstyd mi jest, że tam jeszcze można znaleźć jakieś moje wypowiedzi. Na koniec usunąłem konto. Wręcz miałem zamiar zrobić jakąś antyreklamę, czy to zakładając nowy wątek (co raczej byłoby i tak bez sensu) czy też jeszcze w jakiś bardziej szkodliwy sposób. Ale pomyślałem, że dam sobie spokój.
Dziś rano wchodzę na forum i nie wierzę własnym oczom – dostałem BANA za SABOTAŻOWANIE forum
!!! Tak, tak – czasy się zmieniają – ja po prostu spaliłem za sobą mosty, gdyż nie mam ochoty przebywać na takim forum, gdzie panuje cenzura.
Mieliśmy mały sabotaż na Forum, dlatego parę wątków zniknęło ale cóż, na dziecinne fimery i ludzką niedojrzałość nie wynaleziono lekarstwa. Osoby, które to zrobiły same usunęły się z Duszpasterstwa. W ich intencji “pod twoja obronę…” My działamy dalej
![]()
I w ten oto sposób zakończyła się moja 4letnia przygoda z tym Duszpasterstwem.
Teraz mam niezły dylemat – zgłosić radzie DA sprawę? Chodzić dalej do DA, pomimo “samousunięcia się z DA”? W ogóle przestać odwiedzać to DA? Nie mam nic do Duszpasterstwa, ani do ludzi którzy tam chodzą – ba, ja ich bardzo lubię, tylko że jeśli mam słuchać kazania o sabotażystach i szatanie, który wprowadza zamieszanie na forum i w DA, z ust tego, który na rzeczowy argumenty odpowiada siłą? Muszę to przemyśleć.
Miłość jest możliwa
październik 30, 2007
Tak to już jest w życiu, że pamiętamy o czymś dopiero po tym, jak się o tym przekonamy na własnej skórze. Najłatwiej jest się uczyć na cudzych błędach. Ale… wydaje mi się, że każdy który w swoim życiu nie “spoczął na laurach” lecz dalej wędruje w górę bardzo uważa na swoje poprzednie błędy.
M. pytała mnie, czy nie jest moje zachowanie względem I. udawaniem i czy na długo mnie będzie stać? Uważam, że jestem sobą przy I., choć faktycznie próbuję wyłuskać z siebie co najlepsze. A stan po spożyciu alkoholu nie jest naturalnym stanem człowieka i nie jest tą nagą “prawdą o człowieku”. Dlatego też I. mówię, że powinna na mnie bardziej uważać, kiedy jestem rozmiękczony, chociaż w takich chwilach jestem bardziej świadomy tego co mi wolno i czego już nie. Tutaj wracają mi wszystkie kace moralne jakie kiedykolwiek miałem i nie potrzebuje już nawet żadnych innych “hamulców”. Nie zgadzam się ze zdaniem M., jakoby moje udawanie się kiedyś skończy i co wtedy? Nie wiem co wtedy, może cichy dzień, ewentualnie dwa dni (broń Boże dłużej), a potem modlitwa i rozmowa, oraz porozumienie. W tej kwestii podoba mi się C.S. Lewis, który w swojej książce pt.“Chrześcijaństwo po prostu” wspomina o małżeństwie.
Zgadzam się z nim, że ludzie ślubujący sobie wierność i uczciwość, nie mogą opierać się jedynie na zakochaniu. Nikt nie może ślubować, że będzie darzył kogoś tym samym uczuciem. To jest tak samo jakby obiecać, że nigdy go nie będzie bolała głowa. Miłość jest to głęboka jedność, podtrzymywana przez wolę i celowo umacniana nawykami – umocniona łaską o którą małżonkowie proszą Boga i którą od Niego otrzymują. Być może wywyższam się, ale cieszy mnie myśl, że należę do grona tych osób, którzy rozumieją, że miłość to coś więcej niż dreszczyk emocji. Przy okazji polecam książkę
I na koniec.
Lecz jeżeli mnie oswoisz, będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie.
Chciałbym być jedynym i najlepszym dla Ciebie!
Kłótnia bez słowa!
październik 23, 2007
Masakra. Nie wiem co mnie dziś wzięło, ale chyba zaczynam odczuwać na własnej skórze, jak to jest, kiedy słyszysz słowa wyrzutów, a w nich zawarty jest przymiotnik “zawsze”. Wiem, że zachowuje się teraz jak dzieciak i że jest za dużo we mnie pychy, a za mało pokory, ale myślę, że tak ostro zareagowałem na słowa Izy ze względu na “doświadczenie” wyniesione z domu. Naprawdę nie chce gubić różnych rzeczy i mnie to boli, a jednocześnie prawdą jest, że czasami jestem za bardzo roztargniony i zawsze wszelkie uwagi mojej mamy bardzo mnie bolały, Zwłaszcza w momentach, jak mi wydawało się, że bardziej nad sobą panuję i że poczyniłem jakieś postępy.
Poszło oczywiście o głupstwo – jakiś piórnik z breloczkiem, z którego zniknęło jakieś kółeczko. Przestawiłem kilka notatek I. i ten głupi piórnik po to, by się ułożyć przy Niej i zostałem oskarżony o kolejną zgubę… Mam jej komórkę, ale czuję, że muszę albo kupić u Niej ten telefon, albo oddać Jej. Bardzo nie chciałbym, żeby historia z E. powtarzała się znowu.
Najpierw się wkurzyłem, aż się Aneta zdziwiła, bo wg. wyrazu jej twarzy domyśliłem się, że nigdy mnie takiego zdenerwowanego nie widziała, potem dopiłem Mariolki wino, wyszedłem z pokoju, ubrałem się, podziękowałem za wspólny budyń i… Iza wyszła pożegnać się – myślała, że chciałem pójść bez tego “dobranoc”. Przytuliłem ją, powiedziałem dobranoc – ona była twarda… Ale stwierdziłem, że nie mam co tam przebywać z racjonalnych i irracjonalnych powodów – Iza z Anetą ostro dyskutowały językiem dla mnie nie zrozumiałem, ja się nudziłem i pewnie albo bym spał, albo Jej przeszkadzał (rozpraszał Ją); oraz byłem zły za ten brak zrozumienia, nie celowo zrobiłem to. Zresztą nie miałem już potem ochoty kłaść się obok Niej. Pewnie znowu bym coś źle coś zrobił…
Wiem wiem – zachowuje się jak dzieciak… Ale zerkam co chwilę na telefon… Chociaż wiem, że Ona niczego nie musi. Mam nadzieję, że Ona przyjdzie jutro na jutrznię i że będę mógł przeprosić za brak pokory i opanowania. Ale mam wrażenie, że wszystko co ostatnio robię, czy próbuję robić jest, albo wychodzi źle!
Taki przygnębiający wpis…
Tracy Chapman – Give me one reason
październik 17, 2007
Give me one reason to stay here – and Ill turn right back around
Because I dont want leave you lonely
But you got to make me change my mind
Baby I got your number and I know that you got mine
But you know that I called you, I called too many times
You can call me baby, you can call me anytime
But you got to call me
Give me one reason to stay here – and Ill turn right back around
Give me one reason to stay here – and Ill turn right back around
Because I dont want leave you lonely
But you got to make me change my mind
I dont want no one to squeeze me – they might take away my life
I dont want no one to squeeze me – they might take away my life
I just want someone to hold me and rock me through the night
This youthful heart can love you and give you what you need
This youthful heart can love you and give you what you need
But Im too old to go chasing you around
Wasting my precious energy
Give me one reason to stay here – and Ill turn right back around
Give me one reason to stay here – and Ill turn right back around
Because I dont want leave you lonely
But you got to make me change my mind
Baby just give me one reason – give me just one reason why
Baby just give me one reason – give me just one reason why I should stay
Because I told you that I loved you
And there aint no more to say
Anna Mirosława Nowak – Miłość
październik 16, 2007
Dobry wieczór tej
która zjawia się
jak wiatru powiew
lub nawałnicadobry wieczór
plątaninie godzin bezsenności
łapczywych oddechów
silnych ramion
i spragnionych wargporażeni prądem
mitycznych słów
płyniemy aż po świt
by w niewoli
porannej mgły
myśleć o nocy
gdy miłość
graweruje nasze ciała
kroplami potu
Trafiłem na niezwykły tomik wierszy “Studnia czasu”, który był przeznaczony na rozpałkę
(na ogrodzie) I tak mnie zachwycił, że pewnie nie jeden wiersz, niejeden erotyk tu przepiszę… A kiedyś zaśpiewam mojej Pani… z całym pięknem i kroplami potu :*
Nie rydzykuj. Głosuj. Urna Twoja mać :)
październik 16, 2007
Ja już swój obywatelski obowiązek spełniłem i ciesze się, że nie muszę zastanawiać się porównywać partie programy, przejmować się tym brudem i wszystkim co się dzieje. Za kilka lat mam nadzieję, że stanę również przed urną i będę mógł oddać swój głos, narazie oddaję swoją modlitwę o dobro tego Kraju.
Wiem, że niektórzy są zrezygnowani partiami, programami, brakiem efektów rządzenia i owoców, ale mimo wszystko każdy głos się liczy i jeśli nie wiesz na jaką partię głosować, przynajmniej poszukaj osobę, na którą zagłosujesz po to by mieć czyste sumienie
Szczęście…
październik 2, 2007
Nie chodzi o odczuwane szczęścia pod wpływem substancji dopaminergicznych, serotoninergicznych oraz agonistów receptora opioidowego, lecz… chciałbym, aby I. była szczęśliwa. Zarówno jak chwilowo, tak i trwale, zarówno w sensie fizycznym tak i psychicznym – i wydaje mi się, że prócz świadomości tego, że jestem kochany, nic mnie tak nie uszczęśliwi, jak szczęście najbliższej dla mnie osoby…
Arystoteles uważał, że aby być szczęśliwym, wystarczy być dobrze odżywionym… A ja nie wiem jak i dlaczego ona nie czuje się szczęśliwa… Nie wiem czy warto pytać i słyszeć podstawową odpowiedź, nie wiem co powinienem zrobić… Prawie dosłownie jestem gotów poświęcić własne życie żeby Ona czuła się szczęśliwą…. Ale… Czas pokażeeeeeeeeeeeeee….