A hundred days had made me older
since the last time that I’ve saw your pretty face

A thousand lights had made me colder and I don’t think I can look at this the same

But all the miles had separate
They disappear now when I’m dreaming of your face

I’m here without you baby
but your still on my lonely mind
I think about you baby
and I dream about you all the time
I’m here without you baby
but your still with me in my dreams
And tonight it’s only you and me

The miles just keep rollin
as the people either way to say hello
I’ve heard this life is overrated
but I hope that it gets better as we go

I’m here without you baby
but your still on my lonely mind
I think about you baby
and I dream about you all the time
I’m here without you baby
but your still with me in my dreams
And tonight girl it’s only you and me

Everything I know,
and anywhere I go
it gets hard but it won’t take away my love
And when the last one falls,
when it’s all said and done
it get hard but it won’t take away my love

I’m here without you baby
but your still on my lonely mind
I think about you baby
and I dream about you all the time
I’m here without you baby
but your still with me in my dreams
And tonight girl it’s only you and me

Padło dziś na kazaniu to pytanie… Opowiedział ksiądz historię Lwa Tołstoja, który opisał, że człowiek nie zdołał wrócić w wyznaczonym czasie, do punktu z którego zaczął zaznaczanie swej ziemi i za karę zginął. Został pochowany w ziemi. Tyle właśnie potrzebuje naprawdę człowiek ziemi…

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na nic nie mamy czasu, na najważniejsze rzeczy w naszym życiu poświęcamy z ogromnym trudem przelotne chwile. Nie będę marudzić, każdy ma wiele przykładów marnowania życia, pogoni za niezdefiniowanym lub ślepym szczęściem. A życie jest tak krótkie, tak kruche – z niego trzeba czerpać, być pełnym pasji, mieć pasję, hobby, osoby, które kochasz, sprawy, którym się poświęcasz!!! I wszystko po to (nieważne czy niebo istnieje czy nie) by być solą ziemi, światłem świata. Któż jak nie my…

Ciesze się, że nie brakuje nam autorytetów, że żyjemy w ciekawych czasach, ciekawych trudnych czasach. Przed nami morze możliwości, tyle doświadczenia minionych pokoleń. I jeszcze kilka migawek. W górach człowiek potrafi odnaleźć siebie – nieważne czy na 2 nogach, czy na 2 kółkach. Tutaj są granice “cywilizacji” i początki człowieczeństwa. Tam się dopiero docenia dobroć i życzliwość ludzką, tam poznaje się czym jest pomocna dłoń przyjaciela, tam życie ma smak i zapach… czystego powietrza oczywiście, tam widzisz granicę pomiędzy Bogiem, a człowiekiem i dalej możesz iść… jechać przed siebie, dziękować i błogosławić Stwórcę za wszystkie jego dzieła, czy to na jutrzni o świcie (5.20) czy na ognisku, czy w czasie zjazdu z górki z prędkością 63,4 km/h.

Człowiekowi wystarczy tyle ziemi, by mógł spocić się w czasie wspinaczki na Nią, by praca rąk ludzkich nie zasłania mu pracy rąk Bożych, by mógł zobaczyć, że Ona nie należy do niego, ale też żyje! Wreszcie by poprzez zrozumienie siebie stawał się wolny :) Zapraszam wszystkich w góry!!!

Rower lepszy niż seks?

lipiec 14, 2007

Kolarstwo górskie to ciężka praca, czasami nawet boli, ale Ty ciągle kochasz je z pasją. Dlaczego? Aby to lepiej zrozumieć musimy sięgnąć do naszych korzeni. Według czołowego angielskiego psychologa prof. Stevena Pinkera “uczucie zwane ekshiliracją (radosnym podnieceniem) pochodzi od trwałych i względnie bezpiecznych wydarzeń, które wyglądają i są odczuwane jako pierwotne niebezpieczeństwa. Zwierają się w tym m.in. sporty takie jak nurkowanie czy wspinaczka, ale uprawiane jednak na poziomie amatorskim .”

Read the rest of this entry »

Ilość efektów specjalnych w tym filmie powaliła mnie na kolana. Niezważając na inne kosmiczne arcydzieła takiego kina z moim ulubionym aktorem nie widziałem. Polecam wszystkim obejrzeć w wolnym czasie – oczywiście najlepiej na szerokim ekranie w kinie!

Jest taka jedna cudna pani,
Jej twarz i koi mnie, i rani;
Z rzadkiego znam ją widywania,
Lecz będę kochał do skonania.

Każdym uśmiechem, ruchem, gestem,
Słowem rzuconym, szat szelestem
Przywodzi mnie do opętania:
Będę ją kochał do skonania.

Doznawszy czarów tych potęgi,
Jurysta spaliłby swe księgi;
Choć i mnie prawo jej zabrania,
Będę ją kochał do skonania.

Gdybym ją wszakże wziął w ramiona,
Czy boskość w niej ucieleśniona
Dozna uszczerbku lub skalania,
Gdy chcę ją kochać do skonania?

I gdybym nawet, powiem szczerze,
Wiecznie miał pozostawać w sferze
Moich próśb i jej odmawiania —
Byłbym ją kochał do skonania.

Gdy w sercu strzała utkwi drżąca,
Miłość nam świat spod stóp wytrąca;
Lecz niech i przepaść mnie pochłania,
Ja będę kochał do skonania.

The Beatles “Michelle”

lipiec 12, 2007

Michelle, ma belle
These are words that go together well, my Michelle{Refrain}
Michelle, ma belle
Sont les mots qui vont tres bien ensemble
Tres bien ensemble

I love you, I love you, I love you
That’s all I want to say
Until I find a way
I will say the only words I know that you’ll understand

{Refrain}

I need you, I need you, I need you
I need to make you see
Oh, what you mean to me
Until I do I’m hoping you will know what I mean

I love you {Solo}

I want you, I want you, I want you
I think you know by now
I’ll get to you somehow
Until I do I’m telling you so you’ll understand

{Refrain}

I will say the only words I know that
You’ll understand, my Michelle

Pyłem księżycowym być na twoich stopach,
wiatrem przy twej wstążce, mlekiem w twoim kubku,
papierosem w ustach, ścieżką pośród chabrów,
ławką gdzie spoczywasz, książką, którą czytasz.

Przeszyć cię jak nitką, otoczyć jak przestwór,
być porami roku dla twych drogich oczu
i ogniem w kominku, i dachem co chroni
przed deszczem.

Stachuriada

lipiec 10, 2007

StachuriadaPojechaliśmy razem na Stachuriadę!!! Atrackji w przeddzień mieliśmy coniemiara! Renia prawiewszystkim panom wyzanawała miłość i obficie obdarowywała buziakami. Ułożyłem ją szczęśliwie na jej materacu – na szczęście sama padła jak kamień w wodę. Rano Dasiek jak zwykle zmył się do pracy… Podobno nad ranem objąłem go ramieniem i przytuliłem się, dobrze, że choć nie dobierałem się do Niego ;) Renia miała kaca chyba oba, bo niewiele pamiętała ze śpiewów, tańców, radości z “Cudne mam owce, cudne mam owce”, oraz chodzenia “kupolanie!” ;) Jak już trochę otrzeźwieliśmy wszyscy i pozbieraliśmy ruszyliśmy do naszego celu!

Droga była nie tak długa i fajnie z dziewczynami się jechało – zresztą nawet nie myślałem o tym wszystkim! Najważniejsze że I. była przy mnie i razem, wspólnie jechaliśmy na koncert “SDMu”

Read the rest of this entry »