Początki
kwiecień 23, 2007
Koniec niedzieli – to tak jakby koniec baaaardzo pracowitego tygodnia i jednocześnie początek nowego. Czyli w sumei zero odpoczynku i full zapału do pracy, do nowych wyzwań, do nowych dni bez chwili przerwy na nudzenie się. Jestem zachwycony myślami Ericha Fromma, gdzie pisze, że poza pracą, człowiek jest strasznie niezdyscyplinowany i wpada w lenistwo, aby zapobiec tej rutynie, jaka go otacza.
No i jestem zachwycony tym, jak bardzo moja Piękna jest idealna, jak dobra. Zauważyłem dziś jej kompleksy, ten brak wiary w siebie, w swoje zdolności, który powoli się przełamuje i zanika. Oraz ten brak rozmów na trudne, ale ważne tematy. Chyba na nowo ucze się wrażliwości, delikatności dostrzegania piękna i łagodności czystej miłości. I znowu Erich From pisze, że ludzie śpieszą się niewiadomo po co, a potem zastanawiają się, jak zabić ten czas! Ciesze się, że relacje rozwijają się naturalnie i powoli bez zbytniego poganiania i prócz takich wieczorów jak wczoraj, bez żadnych nieodpowiedzialnych decyzji. Wiem, że gdybym miał zasłużyć sobie na dziewczynę, to prawdopodobniej nie mógłbym się na nią noramalnie patrzeć i że moją Piękną postawił Bóg na drodze, dlatego chwała Mu!